Porażka wychowawcza?

Zwykły wpis

Na Zlocie ZHP w Gdańsku spędziłam 10 dni. Widziałam tam całkiem sporo harcerzy, ale często zastanawiałam się czy dostrzegam między nimi także harcerstwo. I już nie chodzi mi tylko o noszenie munduru, bo to głównie swoją postawą, a nie strojem świadczyć powinniśmy o harcerskiej postawie. Tymczasem obserwowałam szereg zachowań niespójnych z deklarowanymi przez nas wartościami. Czy to aby na pewno są tacy młodzi ludzie, jakich chcemy wychowywać w tej organizacji, czy ich postawa jest zgodna z tym co mamy określone w Prawie Harcerskim, czy może jednak gdzieś popełniliśmy błąd i ponieśliśmy porażkę wychowawczą?

Bo jednak oglądając wszechobecny syf, śmieci walające się po miejscach programowych (w Dzień Regionów to był śmieciowy armagedon!), widząc zniszczenie mienia własnego i cudzego, czytając o kradzieżach, oglądając częstą niegospodarność, marnowanie jedzenia i jednoczesne złe odżywianie, potrzebowałam się czasem upewnić, że jestem na zlocie harcerskim. I jeszcze z uporem maniaka harcerze mówili do mnie „proszę pani”, nawet jak miałam na sobie mundur.

Zdaję sobie sprawę z pewnych uogólnień. Widziałam bowiem także zaradnych i ogarniętych harcerzy oraz instruktorów zaangażowanych i w pełni oddanych swoim podopiecznym. Widziałam kadry na szybko organizujące podchody w lesie gdy nagle wysypał się cały moduł. Może jednak po prostu to co słabe/złe zawsze bardziej rzuca się w oczy, a może po prostu tych pozytywnych sytuacji jest coraz mniej?

I pierwsza moja myśl była taka, że chyba ponosimy gdzieś jako organizacja wychowawczą porażkę, jeśli mamy takich harcerzy. Ale zaraz pojawiała się druga myśl, znacznie bardziej mnie przerażająca – gdzie są drużynowi tych harcerzy? Wszak wychowujemy w dużej mierze instruktorskim przykładem. Bo może to przy ich kształtowaniu popełniliśmy największe błędy? 

Czy to nie drużynowi (i mam tu na myśli prawdziwych drużynowych-instruktorów, a nie szefów „czterdziestek” na siłę nazywanych drużynami z zastępami, choć realnie nic z nimi wspólnego nie mających, gdzie czasem patrolowymi nie byli drużynowi, tylko pełnoletni opiekunowie, nie zawsze tożsami ze świadomym harcerskim wychowawcą) powinni przypilnować czy ich podopieczni zostawiają po sobie porządek pod prysznicem (albo czy w ogóle się myją!) czy w namiocie? Dbać by harcerzom nie stała się krzywda? Czy to nie oni powinni zadbać by harcerze odżywiali się zdrowo? By uczyli się planować wydatki, rozsądnie dysponując powierzonymi środkami? By nie snuli się sklepach, ale uczestniczyli w proponowanym programie, albo jeśli tego brakuje, to by podejmowali inne działanie, które ich rozwiną? Czy w miarę możliwości nie powinni ograniczać bylejakość? Gdzie i kiedy popełniliśmy błąd? Czy może tak było „zawsze”?

Jeden z instruktorów powiedział mi, że zlotem nie podsumowaliśmy 100 lat, ale wskazaliśmy problemy na kolejne dziesięciolecia. I myślę, że jest to jeden z ważniejszych kierunków do pracy – spójność naszych działań z wartościami opisanymi w Prawie Harcerskim, harcerska postawa instruktorów i naszych wychowanków, mająca swe odbicie w każdym działaniu, także po zdjęciu munduru…

hm. Katarzyna Kurowska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s